piątek, 14 marca 2014

One shot :)

Więc one Shot powstał dzięki @kika1613 . Wiem, że nie jest niczym wyjątkowym, po prostu napisany z czystej nudy :) Mimo to mam nadzieję, że przynajmniej pośmiejecie się z moich ' umiejętności ' c;


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Harry, nerwowo stukając palcami w blat stołu czekał aż jego chłopak wróci do domu. Byli razem już dość długo, a na dzisiejszy dzień przypadała ich trzecia rocznica. Louis był no cóż był piękny, zabawny, idealny ale Harry tego nie powie, nie będzie robił z siebie zakochanej nastolatki. Mimo, że wiedział, ze codziennie zakochuję się w nim na nowo. Z każdym czułym gestem, z każda herbata wypitą o poranku w ich wspólnym mieszkaniu, a nawet z każdą kłótnią zbliżali się do siebie. Kochał patrzeć jak oczy szatyna rozświetlały się ze szczęścia i myśl, ze po części to dzięki niemu napawała go dumą. Kochał po prostu siedzieć z Louisem w domu, na kanapie, pod kocem i oglądać stare często nudne komedie romantyczne. Po prostu kochał jego towarzystwo i nigdy nie zamieniłby tego na nic innego. Jak bardzo kiczowate będzie gdy uzna go za swój tlen? Zapewne bardzo, ale taka była prawda, a on nie bał się powiedzieć, że nie mógłby bez niego żyć. I właśnie teraz w piątkowy wieczór gdy Louis powinien być w domu już dawno Harry siedział w fotelu i czuł jak jego serce zapada się ze zmartwienia. Gdzie był? Dlaczego nie odbierał telefonu? Wiele pytań zadręczało jego głowę i może miał lekkie skłonności do panikowania w sprawie bezpieczeństwa szatyna. Jego myśli przerwał dzwonek do drzwi na którego dźwięk Harry podskoczył i jak najszybciej podbiegł do drzwi. Otworzył je i praktycznie zgniótł swojego chłopaka w uścisku.
-Harry? Co jest, chcesz mnie udusić?- Zaśmiał się Louis lekko klepiąc chłopaka po plecach.- Jeśli masz mnie dość to po prostu powiedz bo wiesz chyba całkiem lubię żyć…
-Zamknij się.-Mruknął Harry głosem stłumionym przez materiał kurtki starszego chłopaka.-Martwiłem się.
-Niepotrzebnie po prostu musiałem zostać dłużej. Pan Hock mnie zatrzymał. Upierdliwy stary zgred. Zresztą sam wiesz, w końcu masz z nim lekcje.
-Mhm… co nie zmienia faktu, ze się martwiłem.
-Wiem ale teraz jestem tu i szczerze mówiąc tyłek mi odmarza.
-Mówisz?...-Wymruczał Harry spuszczając swoje dłonie na tyłek chłopaka.
-Teraz gdy już sprawdziłeś możemy proszę zakopać się pod kołdrą z kubkiem herbaty?- Powiedział Louis otulając ucho Harrego ciepłym powietrzem jednocześnie wplątując swoje palce miedzy czekoladowe loki chłopaka.
-Myślę, że mam lepszy sposób na spędzenie tego wieczora….. i nocy…. I ranka kochanie.- Szepnął Harry gwałtownie podnosząc starszego chłopaka tak by ten oplótł go nogami w pasie.
-Mhm… zaczyna mi się podobać.- Louis pozwolił by jego wargi dotknęły szyi drugiego chłopaka czując przechodzące go dreszcze.
Harry nie czekając dłużej, nadal trzymając Louisa skierował się w stronę ich sypialni. Zaraz po tym jak otworzył drzwi Louis odsunął swoje wargi od jego i rozejrzał się dookoła. Zaniemówił z wrażenia. Cała podłoga pokryta była płatkami białych róż. I może Louis wzruszył się wiedząc, że Harry pamięta ale nie osądzajcie go. Wspomnienie ich pierwszego spotkania przemknęło przez głowę Louisa, spotkali się w kwiaciarni gdzie Harry pracował latem by zarobić na różne wydatki gdy będzie na studiach. Louis wpadł tam w ostatniej chwili gdy przyjaciel przypomniał mu o urodzinach jego mamy. A że Louis traktował ją jak ciocię to wypadało by kupił jakiś drobiazg. Kupił tuzin białych róż. A teraz nie wiedział jak mógłby jej podziękować bo nie spotkałby Harrego gdyby nie ona.
-Pamiętałeś?
-Nie mógłbym zapomnieć jednego z najszczęśliwszych dni mojego życia? Może nie było nam najłatwiej ale było warto. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie?
-Kocham cię.- Szepnął Louis delikatnie się uśmiechając po czym skradł Harremu kolejny pocałunek i pociągnął go lekko w stronę łóżka. Popchnął go delikatnie tak aby ten usiadł na krawędzi. Po chwili siedział już na jego kolanach oplątując nogami jego klatkę piersiową i całując go namiętnie. Jedną ręką objął kark młodszego chłopaka gdy drugą ułożył płasko na jego piersi. Czuł jak mocno bije jego serce. I kochał myśl, że bije ono właśnie dla niego. Po chwili Harry obejmując pewnie talię Louisa obrócił ich tak, że zawisł on teraz nad ciałem chłopaka. Kilka loków dotknęło twarzy szatyna przez co z jego ust wyrwał się cichy chichot. Harry uśmiechnął się delikatnie całując go w nos opuszczając swoje biodra tak by wolno otarły się o krocze Louisa. Jęk aprobaty zachęcił go do dalszego poruszania biodrami. Całował szyję szatyna schodząc pocałunkami coraz niżej, zatrzymując się na chwilę przy obojczyku. Delikatnie przesunął koszulkę chłopaka tak by odkryła jego brzuch, który delikatnie ucałował patrząc w górę z pytającym wyrazem twarzy. Louis lekko skinął głową, a Harry zdjął jego koszulkę obdarowując jego tors mokrymi pocałunkami. Louis uniósł swoje biodra szukając potrzebnego mu dotyku przez co mocno otarł się o równie pobudzonego Harrego. Obaj głośno jęknęli, patrząc się w swoje oczy. Louis szarpnął za rąbek koszuli młodszego chłopaka i już po chwili zdobiła ona drewnianą podłogę sypialni. Po nie długim czasie wypełnionym nierównymi oddechami i szybkim biciem serc oboje leżeli nadzy całując się zawzięcie, starając się przekazać cala swoją miłość w gestach. Harry delikatnie przesunął palcem po wewnętrznej stronie uda Louisa dotykając go tam gdzie najbardziej tego potrzebował. Drugą ręką delikatnie przesuwając po całej jego długości by odwrócić jego uwagę od nieprzyjemnego uczucia rozciągania. Po chwili poruszał w nim dwoma palcami starając się jak najlepiej go przygotować.
-Potrzebuję cię.- I te słowa usłyszane z ust Louisa były jedynym zapewnieniem którego Harry potrzebował by wejść w niego całą swoją długością. Powoli, boleśnie powoli. I nie skłamaliby mówiąc, że była to jedna z najlepszych nocy w ich życiu. Rano Louis obudził się z okropnym bólem tych mięśni o których wcześniej nawet nie miał pojęcia. I wszystko byłoby dobrze gdyby ten ból nie trwał od ładnych kilku dni. I był niemal pewny, że jego twarz była cała czerwona gdy dowiedział się, że Harry umówił go na wizytę u lekarza. Mimo to po wielu prośbach, namowach i krótkich kłótniach zgodził się pójść. I tak oto obaj siedzieli w poczekalni, a Louis nerwowo ściskał dłoń swojego chłopaka. Starał się unikać jego wzroku jak tylko mógł, wstydził się spojrzeć mu w oczy. I gdy całe starania miały zostać zniszczone przez dłoń Harrego, która delikatnie starała się podciągnąć jego twarz w górę by spojrzał na niego, drzwi od gabinetu uchyliły się.
-Tomlinson Louis.
Harry wstał pierwszy podciągając Louisa do pozycji stojącej.
-Ykhm gdzie ty się wybierasz?- Spytał Louis krzyżując dłonie na swojej klatce piersiowej.
-Idę z tobą do gabinetu?
-Nigdzie nie idziesz. Pójdę sam.
-Pan Tomlinson?- Spytała wysoka kobieta wchodząc do poczekalni z gabinetu.
-Tak to ja, a to mój natrętny chłopak.
-Proszę mogą panowie wejść.- Powiedziała blondynka otrzymując zawiedzione spojrzenie od Louisa na co krótko się zaśmiała- Spokojnie jest parawan pan Styles wnioskuję, że to właśnie pan dzwonił nie będzie przyglądał się badaniu.
-Niech będzie.- Mruknął Louis i z obrażoną miną skierował się do środka. Harry wymienił z kobietą rozbawione spojrzenia po czym oboje weszli do gabinetu.
-Więc Louis jeśli mogę mówić ci po imieniu jestem prawie całkowicie pewna, że wiem co ci dolega, teraz muszę tylko sprawdzić swoje przypuszczenia. Proszę zdjąć spodnie a ja wykonam kilka rutynowych badań.
-Mhm, mhm tak jak myślałam cierpisz na silne podrażnienie odbytu. Radziłabym ci po prostu na jakiś czas ograniczyć stosunki z twoim chłopakiem. Powinno pomóc, przepiszę ci też tabletki przeciwbólowe.
-Jeśli człowiek mógłby spalić się ze wstydu to leżałbym na ziemi w postaci popiołu. A ty Harry jeśli myślisz, że twojego śmiechu tu nie słychać to się mylisz kurwa. Ups przepraszam za słownictwo.
-Kochanie. Przecież się nie śmiałem.- Powiedział Harry uśmiechając się delikatnie.
-Nie kochaniu mi tu teraz. To twoja wina przyjmij odpowiedzialność za swoje czyny. Będziesz mnie wszędzie nosił dopóki nie będę miał możliwości chodzenia jak człowiek.
-Dla ciebie wszystko. Wiesz, że cię kocham?
-Kocham Cię.