~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Harry, nerwowo stukając
palcami w blat stołu czekał aż jego chłopak wróci do domu. Byli razem już dość
długo, a na dzisiejszy dzień przypadała ich trzecia rocznica. Louis był no cóż
był piękny, zabawny, idealny ale Harry tego nie powie, nie będzie robił z
siebie zakochanej nastolatki. Mimo, że wiedział, ze codziennie zakochuję się w
nim na nowo. Z każdym czułym gestem, z każda herbata wypitą o poranku w ich
wspólnym mieszkaniu, a nawet z każdą kłótnią zbliżali się do siebie. Kochał
patrzeć jak oczy szatyna rozświetlały się ze szczęścia i myśl, ze po części to
dzięki niemu napawała go dumą. Kochał po prostu siedzieć z Louisem w domu, na
kanapie, pod kocem i oglądać stare często nudne komedie romantyczne. Po prostu
kochał jego towarzystwo i nigdy nie zamieniłby tego na nic innego. Jak bardzo
kiczowate będzie gdy uzna go za swój tlen? Zapewne bardzo, ale taka była
prawda, a on nie bał się powiedzieć, że nie mógłby bez niego żyć. I właśnie
teraz w piątkowy wieczór gdy Louis powinien być w domu już dawno Harry siedział
w fotelu i czuł jak jego serce zapada się ze zmartwienia. Gdzie był? Dlaczego
nie odbierał telefonu? Wiele pytań zadręczało jego głowę i może miał lekkie
skłonności do panikowania w sprawie bezpieczeństwa szatyna. Jego myśli przerwał
dzwonek do drzwi na którego dźwięk Harry podskoczył i jak najszybciej podbiegł
do drzwi. Otworzył je i praktycznie zgniótł swojego chłopaka w uścisku.
-Harry? Co jest, chcesz mnie
udusić?- Zaśmiał się Louis lekko klepiąc chłopaka po plecach.- Jeśli masz mnie
dość to po prostu powiedz bo wiesz chyba całkiem lubię żyć…
-Zamknij się.-Mruknął Harry
głosem stłumionym przez materiał kurtki starszego chłopaka.-Martwiłem się.
-Niepotrzebnie po prostu
musiałem zostać dłużej. Pan Hock mnie zatrzymał. Upierdliwy stary zgred. Zresztą
sam wiesz, w końcu masz z nim lekcje.
-Mhm… co nie zmienia faktu,
ze się martwiłem.
-Wiem ale teraz jestem tu i
szczerze mówiąc tyłek mi odmarza.
-Mówisz?...-Wymruczał Harry
spuszczając swoje dłonie na tyłek chłopaka.
-Teraz gdy już sprawdziłeś
możemy proszę zakopać się pod kołdrą z kubkiem herbaty?- Powiedział Louis
otulając ucho Harrego ciepłym powietrzem jednocześnie wplątując swoje palce
miedzy czekoladowe loki chłopaka.
-Myślę, że mam lepszy sposób
na spędzenie tego wieczora….. i nocy…. I ranka kochanie.- Szepnął Harry
gwałtownie podnosząc starszego chłopaka tak by ten oplótł go nogami w pasie.
-Mhm… zaczyna mi się
podobać.- Louis pozwolił by jego wargi dotknęły szyi drugiego chłopaka czując
przechodzące go dreszcze.
Harry nie czekając dłużej,
nadal trzymając Louisa skierował się w stronę ich sypialni. Zaraz po tym jak
otworzył drzwi Louis odsunął swoje wargi od jego i rozejrzał się dookoła. Zaniemówił
z wrażenia. Cała podłoga pokryta była płatkami białych róż. I może Louis wzruszył
się wiedząc, że Harry pamięta ale nie osądzajcie go. Wspomnienie ich pierwszego
spotkania przemknęło przez głowę Louisa, spotkali się w kwiaciarni gdzie Harry
pracował latem by zarobić na różne wydatki gdy będzie na studiach. Louis wpadł
tam w ostatniej chwili gdy przyjaciel przypomniał mu o urodzinach jego mamy. A
że Louis traktował ją jak ciocię to wypadało by kupił jakiś drobiazg. Kupił
tuzin białych róż. A teraz nie wiedział jak mógłby jej podziękować bo nie
spotkałby Harrego gdyby nie ona.
-Pamiętałeś?
-Nie mógłbym zapomnieć
jednego z najszczęśliwszych dni mojego życia? Może nie było nam najłatwiej ale
było warto. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie?
-Kocham cię.- Szepnął Louis
delikatnie się uśmiechając po czym skradł Harremu kolejny pocałunek i pociągnął
go lekko w stronę łóżka. Popchnął go delikatnie tak aby ten usiadł na krawędzi.
Po chwili siedział już na jego kolanach oplątując nogami jego klatkę piersiową
i całując go namiętnie. Jedną ręką objął kark młodszego chłopaka gdy drugą
ułożył płasko na jego piersi. Czuł jak mocno bije jego serce. I kochał myśl, że
bije ono właśnie dla niego. Po chwili Harry obejmując pewnie talię Louisa
obrócił ich tak, że zawisł on teraz nad ciałem chłopaka. Kilka loków dotknęło
twarzy szatyna przez co z jego ust wyrwał się cichy chichot. Harry uśmiechnął
się delikatnie całując go w nos opuszczając swoje biodra tak by wolno otarły
się o krocze Louisa. Jęk aprobaty zachęcił go do dalszego poruszania biodrami.
Całował szyję szatyna schodząc pocałunkami coraz niżej, zatrzymując się na
chwilę przy obojczyku. Delikatnie przesunął koszulkę chłopaka tak by odkryła
jego brzuch, który delikatnie ucałował patrząc w górę z pytającym wyrazem
twarzy. Louis lekko skinął głową, a Harry zdjął jego koszulkę obdarowując jego
tors mokrymi pocałunkami. Louis uniósł swoje biodra szukając potrzebnego mu
dotyku przez co mocno otarł się o równie pobudzonego Harrego. Obaj głośno jęknęli,
patrząc się w swoje oczy. Louis szarpnął za rąbek koszuli młodszego chłopaka i
już po chwili zdobiła ona drewnianą podłogę sypialni. Po nie długim czasie
wypełnionym nierównymi oddechami i szybkim biciem serc oboje leżeli nadzy
całując się zawzięcie, starając się przekazać cala swoją miłość w gestach. Harry
delikatnie przesunął palcem po wewnętrznej stronie uda Louisa dotykając go tam
gdzie najbardziej tego potrzebował. Drugą ręką delikatnie przesuwając po całej
jego długości by odwrócić jego uwagę od nieprzyjemnego uczucia rozciągania. Po
chwili poruszał w nim dwoma palcami starając się jak najlepiej go przygotować.
-Potrzebuję cię.- I te słowa
usłyszane z ust Louisa były jedynym zapewnieniem którego Harry potrzebował by wejść
w niego całą swoją długością. Powoli, boleśnie powoli. I nie skłamaliby mówiąc,
że była to jedna z najlepszych nocy w ich życiu. Rano Louis obudził się z
okropnym bólem tych mięśni o których wcześniej nawet nie miał pojęcia. I
wszystko byłoby dobrze gdyby ten ból nie trwał od ładnych kilku dni. I był
niemal pewny, że jego twarz była cała czerwona gdy dowiedział się, że Harry
umówił go na wizytę u lekarza. Mimo to po wielu prośbach, namowach i krótkich
kłótniach zgodził się pójść. I tak oto obaj siedzieli w poczekalni, a Louis
nerwowo ściskał dłoń swojego chłopaka. Starał się unikać jego wzroku jak tylko
mógł, wstydził się spojrzeć mu w oczy. I gdy całe starania miały zostać
zniszczone przez dłoń Harrego, która delikatnie starała się podciągnąć jego twarz
w górę by spojrzał na niego, drzwi od gabinetu uchyliły się.
-Tomlinson Louis.
Harry wstał pierwszy
podciągając Louisa do pozycji stojącej.
-Ykhm gdzie ty się wybierasz?-
Spytał Louis krzyżując dłonie na swojej klatce piersiowej.
-Idę z tobą do gabinetu?
-Nigdzie nie idziesz. Pójdę
sam.
-Pan Tomlinson?- Spytała
wysoka kobieta wchodząc do poczekalni z gabinetu.
-Tak to ja, a to mój natrętny
chłopak.
-Proszę mogą panowie wejść.-
Powiedziała blondynka otrzymując zawiedzione spojrzenie od Louisa na co krótko
się zaśmiała- Spokojnie jest parawan pan Styles wnioskuję, że to właśnie pan
dzwonił nie będzie przyglądał się badaniu.
-Niech będzie.- Mruknął Louis
i z obrażoną miną skierował się do środka. Harry wymienił z kobietą rozbawione
spojrzenia po czym oboje weszli do gabinetu.
-Więc Louis jeśli mogę mówić
ci po imieniu jestem prawie całkowicie pewna, że wiem co ci dolega, teraz muszę
tylko sprawdzić swoje przypuszczenia. Proszę zdjąć spodnie a ja wykonam kilka
rutynowych badań.
-Mhm, mhm tak jak myślałam
cierpisz na silne podrażnienie odbytu. Radziłabym ci po prostu na jakiś czas
ograniczyć stosunki z twoim chłopakiem. Powinno pomóc, przepiszę ci też
tabletki przeciwbólowe.
-Jeśli człowiek mógłby spalić
się ze wstydu to leżałbym na ziemi w postaci popiołu. A ty Harry jeśli myślisz,
że twojego śmiechu tu nie słychać to się mylisz kurwa. Ups przepraszam za
słownictwo.
-Kochanie. Przecież się nie śmiałem.-
Powiedział Harry uśmiechając się delikatnie.
-Nie kochaniu mi tu teraz. To
twoja wina przyjmij odpowiedzialność za swoje czyny. Będziesz mnie wszędzie
nosił dopóki nie będę miał możliwości chodzenia jak człowiek.
-Dla ciebie wszystko. Wiesz,
że cię kocham?
-Kocham Cię.